Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Man-made. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Man-made. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2016

In The Middle Of Nowhere


The windmill type of post mill is the oldest windmill in Heritage Park in Olsztynek located in north Poland. The windmill was built in small village of Wodziany in 1773.

This is the oldest and most primitive type of European windmill. It consist of a large central post that the mill is built around. The post is braced at it’s base and the whole mill structure rotates around the base. This type of mills where easy to move around so that it’s propellers, also called wings could adopt the appropriate position relative to the wind.
Instead of a wooden base, especially since the nineteenth century, also it used a more robust structures built of brick or stone, and later concrete. To rotate the windmill served wooden pole length of 8-9 metres.

The whole windmill was built of wood and had three floors - the bottom was occupied by base stabilizing the structure, two higher were used for production of flour (middle floor contained millstones).

In The Middle Of Nowhere - Poland

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Drewshof - raj utracony

Pewnego zimowego dnia zobaczyłem pierwszy raz miejsce jakich mało na Wysoczyźnie Elbląskiej. Kiedy po zaledwie paru minutach drogi od gęstych zabudowań Elbląga dotarłem ze znajomym na miejsce, naszym oczom ukazał się piękny, stary barokowy dwór. Przyszła mi wtedy do głowy tylko jedna myśl:
"Ten piękny budynek zginie pewnie tak, jak wiele architektonicznych pereł na polskich ziemiach...szkoda''.

Nie miałem pojęcia, kto w dniu, w którym robiłem to zdjęcie mieszkał w Zajeździe. Jednak z ciekawości i sentymentu do miasta, z którego pochodzę po ośmiu latach postanowiłem zinwigilować obiekt na moim zdjęciu.
Po paru minutach internetowych poszukiwań dotarłem do jednego z właścicieli dworu, osoby dzięki której dwór ocalał.

Dzięki polskim królom i Zakonowi kilkaset lat temu życie w Zajeździe musiało przypominać sielankę. Niewiele już dzisiaj miejsc takich jak Drewshof - zabytkowy, barokowy dwór, jedna z niewielu architektonicznych pereł na Ziemi Elbląskiej. Dla wielu rodzin dom - miejsce, w którym zostawili życie, dla innych miejsce walki by dom przetrwał.

''...Opuszczony podmiejski barokowy dwór w otoczeniu dużego parku ze stawem zmienionym w wysypisko...Uzdatnialiśmy kolejne pomieszczenia adaptując je na kuchnie, łazienki, sypialnie, salony i jadalnie, choć niektórym z nich brakowało ciągle sufitu...Komu jeszcze dzisiaj zaglądają do okien sarny i daniele, kto ma w swoim “ogródku” wiewiórki, łasice i popielice (!) A ten staw, do którego miałem 50 kroków ze swej sypialni, pełen ryb, trzebiony przez czaple, wędrowną wydrę i “aborygenów”. O pewnych niedogodnościach codziennego życia i o nieustających pracochłonnych remontach w rozsypującym się zabytku już nie bardzo chcemy pamiętać. Ale jest tysiąc zdjęć zrobionych o różnych porach dnia i roku, którymi karmimy wspomnienia...''
                                                                                                                                                                                Jerzy Kosacz

Drewshof - dwór w Zajeździe

Drewshof - historia

Uważa się, że Drewshof jest najstarszą zasiedloną posiadłością w czasach Zakonu na terenie elbląskim.
Prawdopodobnie jednym z pierwszych właścicieli posiadłości był przed rokiem 1246 Rycerz Johann von Bach, który w 1232 roku przybył z Burggrafen Magdeburga do Prus. Johann von Bach otrzymał wtedy 8 huf w pobliżu miasta Elbląg, przypuszcza się, że jednym z nich był Drewshof.
Dzięki przywilejom Elbląg wszedł w posiadanie owych 8 huf prawdopodobnie w 1457 roku.
W 1568 roku posiadaczem 6 huf na terenie elbląskim był Albrecht Drewes, od którego nazwiska prawdopodobnie pochodzi nazwa miejscowości ( posiadłości).
Po prawie 100 latach w 1650 roku właścicielem Drewshofu został Daniel Wider.
W 1664 roku majątek wszedł w posiadanie Sebastiana Stoltz-a.
26 lutego 1664 roku Sebastian Stoltz otrzymał od polskiego króla Jana II Kazimierza Wazy (1648-1668) przywilej dotyczący Drewshofu, który określał posiadłość jako od dawna wolną od czynszu. Dodatkowo dokument zawierał także informacje o dawnych zaginionych przywilejach wydanych przez królów polskich i Zakon Niemiecki. Jakby nie patrzeć życie w Drewshofie na przełomie XVII i XVIII wieku musiało być "bardzo wygodne".
Cenny przywilej gwarantował:
- swobodę budowania młynów
- swobodę ważenia piwa i innych napojów oraz ich sprzedaż
- prawo doprowadzenia wody do majątku z sieci miejskich wód
- prawo wypasu na łąkach miejskich
- swobodę polowań w lasach miejskich
- swobodę pozyskiwania drewna do budowy i na opał
- zwolnienie od danin wszelkiego rodzaju z wyjątkiem rocznej opłaty 40 groszy polskich na kościół farny Św. Mikołaja
Co ciekawe dokumenty dotyczące ulg i zwolnień rzekomo zawartych we wcześniejszych przywilejach zostały zagubione. Przed Kazimierzem Wazą, Sebastian Stoltz nie mógł o tym poświadczyć w żaden inny sposób jak tylko przez słowną przysięgę. Czy mówił prawdę...wiedział tylko on sam. W każdym razie nowy przywilej gwarantował, że Drewshof był ''bardzo wygodnym" miejscem do zamieszkania.
Od Sebastiana Stoltz-a majątek (nazwany również Rhieden) odkupił były kapitan szwedzki o nazwisku Coludin lub Cudin. Były kapitan przebudował dwór i poślubił córkę elbląskiego adwokata o nazwisku Lorenz.
Po śmierci Coludina (Cudina) wdowa po nim długo jeszcze żyła w majątku, a od nazwiska właściciela majątek przez długi czas nazywał się Cudinenhof. Po wdowie Cudin majątek przejął pan von Brodowski, który 24 marca 1766 roku otrzymał od króla Stanisława Poniatowskiego (1764-1795) przywilej, który potwierdzał własność tego majątku.
Od późniejszych właścicieli o nazwisku Klein, Drewshof nazywano także Brodowskihof i Kleinhof.
Od Kleina majątek nabył Johenn Thomas Ferdinand Skriwiński. W 1796 roku od Thomasa Skriwińskiego posiadłość odkupił za 9 tysięcy talarów ziemianin August Wilhelm Austigal, od którego w 1812 roku majątek nabył za 16 tysięcy talarów kupiec Friedrich Reinhold Alsen.
W 1856 roku Drewshof odziedziczył Ludwik Alsen, który w 1889 roku pozostawił go wdowie po sobie i swoim dzieciom.
Do 1945 roku właścicielami Drewshofu było rodzeństwo Edith i Hans Alsen. Był to jedyny majątek w powiecie elbląskim, który od ponad stu lat był w posiadaniu jednej rodziny.
Po drugiej wojnie światowej gospodarzem majątku zostało Państwowe Gospodarstwo Rolne, a wkrótce po nim w budynku zlokalizowano przedszkole. Następnie właścicielem obiektu został Kombinat Rolny "Drużno".
Dzięki dostępnym środkom wybudowano nowe przedszkole sąsiadujące z zabytkowym zespołem folwarczno-dworskim, a administrację Zakładu Rolnego przeniesiono z dworu do nowych obiektów znajdujących się poza obszarem zabytkowym.

Niestety lata działalności i nieodwracalna dewastacja ze strony PGR-u zmieniły wygląd posiadłości. Wycięto sad, zniszczono czynną szklarnię, rozebrano kilka budynków gospodarczych w dobrym stanie, a także tych o charakterze zabytkowym. W przydworskim parku wycięto okazałe drzewa i urządzono w nim wysypisko śmieci.
W 1986 roku powstał projekt by połączyć przedszkole z zespołem zabytkowym czymś w rodzaju łącznika przy założeniu, że budynek przedszkola zostanie przebudowany. Brak środków na realizację projektu przekreślij te plany.
Przez te wszystkie lata w wyniku upływu czasu i dewastacyjnej działalności niektórych właścicieli Drewshof wielokrotnie zmieniał swój wygląd. Pod koniec ubiegłego wieku był już "trudnym" miejscem do zamieszkania. Ogromny wysiłek włożony w zachowanie dworu i niekończące się remonty pomieszczeń zmusił Jerzego Kosacza wraz z rodziną do poszukiwań nowych właścicieli. Drewshof otrzymał nową szansę. Został zabytkiem w "nowej skórze", niestety nigdy już nie będzie wyglądał tak jak kiedyś...


Konkluzja

Zdjęcie wykonane zostało w 2005 roku. Dobrze pamiętam dzień, kiedy znajomy zaproponował, żeby podjechać do Zajazdu. Był to jeden ze zwyczajnych zimowych dni. Dwór wyglądał jak ruina, dach sprawiał wrażenie jakby miał się zawalić, ale co najważniejsze całość miała swój klimat, niestety dzisiaj już zatracony...
Po latach zdjęcia nabierają cennych wartości, często sentymentalnych, dlatego odgrzebałem jedno z nich. Dzisiaj trochę żałuję, że w tamtym dniu nie dokończyłem tematu i nie zapukałem do drzwi, bo prawdopodobnie Jerzy Kosacz był wtedy wraz z rodziną w środku.

Obecnie dwór jest odrestaurowywany przez nowych właścicieli, polecam widok na google maps:
Drewshof


Podziękowanie

Za pomoc w zdobyciu informacji bardzo dziękuję Jerzemu Kosaczowi - jednemu z właścicieli dworu, który mieszkał tam ze swoją rodziną przez prawie dwadzieścia lat.

''Zajazd - raj utracony'' -  historię wspomnień Jerzego Kosacza gorąco polecam wszystkim, dla których sentyment to najważniejsza pamiątka z domu rodzinnego ;-)



If you like the above post, click the button below and buy me a coffee



www.damianmatwiejczyk.com

wtorek, 18 marca 2014

Murder of Edward the Martyr - the king of England


Upłynęło już 1037 zmęczonych czasem i plotką jesieni.
18 marca był prawdopodobnie ostatnim, smutnym dniem w życiu młodego Edwarda. Dnia tego 978 roku nastoletni król przybył z odwiedzinami do swej macochy i przyrodniego brata na zamek Corfe.
Legenda mówi, że morderstwo miało miejsce po zachodzie słońca i wykonane zostało na zlecenie macochy.

Ruiny zamku Corfe kryją tajemnicę śmierci króla Edwarda

Wielki król Edgar miał dwie żony, pierwszą z nich była Elfleda, a po jej śmierci Elfrida - ambitna kobieta, która została królową poprzez morderstwo jej pierwszego męża i która przeżyła swojego drugiego - Edgara.
Król Edgar pozostawił po sobie dwóch synów, po jednym z każdą z żon, Edwarda z Elfledą i Ethelreda z Elfridą. W chwili śmierci ojca Edward miał 13, a Ethelred 7 lat. Obaj synowie byli pod opieką Elfridy uczestnicząc aktywnie w wydarzeniach politycznych.

Królowa Elfrida pokładała głębokie nadzieje w swojego własnego syna - Ethelreda licząc, że to właśnie on zostanie przyszłym następcą tronu. Jednak przed śmiercią Edgard zdeklarował, że to starszy syn ma pójść w jego ślady. Nikt nie śmiał wątpić, że królem nie może zostać nikt inny jak tylko Edward, nikt poza Elfridą. Edward został ukoronowany w 975 roku. Podobno był życzliwym młodzieńcem o dobrych cechach odziedziczonych po ojcu.

Jak opisuje publikacja z 1864 roku ''Chambers Book of Days'' ostatni dzień życia król Edward spędzał polując w okolicach zamku Corfe. Stęskniony za swą macochą postanowił złożyć jej wizytę.
Na wieść o tym, że Edward przybył na zamek Elfrida przywitała go z wielkim uczuciem, król jednak niechętnie chciał zejść z konia. Zaoferowała mu więc napój gaszący jego pragnienie. Kiedy tak raczył się zawartością kielicha na jej znak, jeden z jej podwładnych dźgnął go sztyletem. Zraniony Edward szybko zawrócił konia i pojechał w stronę lasu, szybko jednak opadł z sił. Spadając z konia jedną ze swych stóp uwięził w strzemieniu. Koń wlókł go jeszcze do chwili aż się zatrzymał.

 
Rysunek przedstawiający przybycie króla Edwarda na zamek Corfe - ''Chambers Book of Days'' (1864)

Zwłoki króla zaniesiono do chaty biednej kobiety, u której został znaleziony następnego dnia. Zgodnie z tym, co wydaje się być najbardziej wiarygodne ciało Edwarda na znak Elfridy porzucono w sąsiednim bagnie. 
Po pewnym czasie młody król został odnaleziony i pochowany w Wareham. Jego ciało usunięto w następnym roku i pochowano z królewskimi honorami w Shaftesbury.

Strony zakonne, które były powiązane z Edwardem określiły jego tragiczną śmierć za ofiarę złożoną wrogości jego przeciwników, uznały go za męczennika i uczyniły świętym.

''No worse deed than this was done to the Anglo race, since they first came to Britain''


niedziela, 9 lutego 2014

Clevedon Pier - Pier of The Year 2013


Clevedon Pier to piękna konstrukcja z epoki wiktoriańskiej. Molo otwarto w 1869 roku i jest jednym z dwóch mól w Wielkiej Brytanii wpisanych na listę ''Grade 1 listed building'', na którą trafiają konstrukcje o wyjątkowej architekturze i walorach historycznych.
Właściwie to Clevedon Pier jest jedynym, czynnym molem utrzymującym się na tej wyjątkowej liście, od czasu kiedy swój status straciło molo West Pier w Brighton, zniszczone ogromnym sztormem i podpaleniem w 2003 roku.

Trochę szkoda, że Clevedon Pier jest zamknięte w nocy

Prace nad budową mola rozpoczęto w 1867 roku. 60 osób zatrudnionych przez Hamilton Windsor Ironworks of Liverpool budowało molo przez 18 miesięcy. Całkowity koszt budowy wyniósł £10.000. Molo ma 312 metrów długości i 5 metrów szerokości. Na końcu mola znajduje się The Pavilion - wiktoriańska konstrukcja wykonana w stylu pagody.
Clevedon Pier jest jednym z 55 nadmorskich mól w Wielkiej Brytanii, dwukrotnie zdobyło tytuł mola roku (1999, 2013).


The Pavilion

Konstrukcja mola wykonana jest z żeliwa, kutego żelaza i szkła. Odeskowanie mola wykonane jest z bardzo twardego, afrykańskiego drewna Bilinga (zwanego także Opepe i Badi) bardzo dobrze nadającego się do pracy w morskim środowisku. Drewno Bilinga wykorzystywano także w konstrukcjach mechanizmów dawnych wiatraków, w konstrukcjach mostów, stosowano je także do budowy podkładu kolejowego.

Choć molo samo w sobie jest piękną konstrukcją, unikalne jest też miejsce w jakim się znajduje (Severn Estuary) charakteryzujące się bardzo dużą różnicą między pływami dochodzącą do 14 metrów. Jest to druga co do wielkości różnica pływów na świecie zaraz po Bay of Fundy - Burntcoat Head, Minas Basin, Nova Scotia w Kanadzie.

W czasie maksymalnych przypływów głębokość wody w miejscu, w którym znajduje się molo dochodzi do 16 metrów. Podczas maksymalnych odpływów woda ma tylko 2 metry głębokości.

W czasie ciepłych miesięcy, odpływ i klimat tego miejsca sprawia, że wieczorami mieszkańcy Clevedon zbierają się całymi rodzinami na plaży, wspólnie spędzając czas przy grillu. 

Lokalizacja Clevedon Pier:
51.443295,-2.863571

Odpływ, Clevedon Pier znajduje się na terenie Severn Estuary


poniedziałek, 25 listopada 2013

London Eye - fortuna kołem się kręci


Gdyby na genialny pomysł wynalezienia koła nie wpadł prawdopodobnie błyskotliwy garncarz lepiący garnki, a ktoś żyjący w dzisiejszych czasach to byłby z pewnością władcą wszystkiego co kręci się wokół ludzkiej cywilizacji. Pod warunkiem, że cywilizacja powstałaby na nowo. 
Choć koło na Ziemi kręci się już od dawna, napędzając wszystko co kręci się wokół ludzi, to od czasu do czasu powstaje koło wyjątkowe, którego zadaniem w imię rozrywki jest wykonywanie bardzo prostej czynności.
London Eye miało przestać kręcić się 8 lat temu, wciąż jednak kręci się...bo przynosi ogromne zyski. Dodatkowo przez brak trzynastej gondoli odpędza złe moce.

Przez pierwszych kilka lat od chwili powstania London Eye był największą tego typu konstrukcją na świecie. Koło młyńskie zbudowane z okazji nowego tysiąclecia otwarto 31 grudnia 1999 roku, jednak ze względu na problemy techniczne swój pierwszy, publiczny obrót wykonało 9 marca 2000 roku.
Był to dzień, w którym koło rozpoczęło pracę albo patrząc na cel w jakim powstało, dzień, w którym magnes zaczął przyciągać ludzi. Bo był duży, bo stał w miejscu, w którym stać powinien, bo był przede wszystkim wyjątkowy.

135 m wysokości, 120 m średnicy, 424 m obwodu, waga pojedynczej kapsuły 10 ton, waga koła z kapsułami 2100 ton

Londyńskie oko powstało dzięki pracy setek ludzi z 5 różnych krajów, którzy obliczali i kreślili konstrukcję by po 7 latach od pierwszego pomysłu mogła stanąć nad Tamizą. Budowa kosztowała około £70 milionów i jak się szybko okazało dla Londynu był to strzał w dziesiątkę.

London Eye jest w stanie pomieścić w swoich 32 gondolach 800 pasażerów, po 25 osób w każdej z gondol, a jego pełny obrót trwa 30 minut.
Zakładając, że koło jest całkowicie wypełnione pasażerami, a każdy z nich zapłacił za bilet £20 (ceny biletów są zróżnicowane, promocje, dodatkowe atrakcje) w  czasie pół godziny konstrukcja jest w stanie ''wycisnąć'' około £16.000. Liczba robi wrażenie (a to tylko pół godziny), mnożąc ją przez 45.000 obrotów, podczas których 36 milionów pasażerów cieszyło się widokiem Londynu przez pierwszych 10 lat pracy koła, otrzymujemy wielkość, która zwykłego ''śmiertelnika'' potrafi zwalić z nóg.
Duże liczby zarobionych pieniędzy opierają się w dużej mierze na sprytnie przemyślanej pracy koła, a dokładnie na procesie wsiadania i wysiadania pasażerów. W praktyce koło porusza się ze stałą prędkością liniową 26cm na sekundę i nie musi się zatrzymywać. Dzięki małej prędkości pasażerowie mogą bezpiecznie wchodzić lub wychodzić z gondol w trakcie pracy koła. Nie trudno sobie wyobrazić jak postoje ''na załadunek'', kumulujące się w czasie wpłynęłyby na opłacalność całej budowli.
Oko Londynu to najbardziej dochodowa budowla w całej Wielkiej Brytanii, bez której cała reszta Londynu byłaby jak ślepa kura nie znosząca złotych jajek.
To właśnie ogromny zysk, czerpany z faktu jakim jest obraz, prostego, kręcącego się koła pobudza wyobraźnię wielkich miast na Ziemi chcących przyciągnąć jak najwięcej turystów.
Dlatego dzisiaj London Eye nie jest już największym młyńskim kołem na świecie. Ze swoją wielkością spadł w dół, ustępując miejsca Singapore Flyer i The Star of Nanchang, a wkrótce w Dubaju powstanie kolejny gigant, który zdeklasuje rywali w walce o największe młyńskie koło na świecie.

piątek, 22 listopada 2013

''Z okna'' - Wielka Dolewka


Duże czy małe zawsze jest widokiem na świat. Czasami zdarza się, że przez okno w domu, w pracy, w sklepie czy w restauracji można zaobserwować coś interesującego. Najczęściej przypadkowo, bo zwykle nie siedzimy w oknie całymi dniami. 
Okno przypomina trochę wizjer aparatu fotograficznego postawionego w stałym, nieruchomym punkcie. Nawet, jeśli jest to jedyne okno, do którego mamy dostęp, a widok przez nie to skromny wycinek ulicy, chodnika, pola czy nieba to prędzej czy później ''coś'' wpadnie w jego zasięg. Czasu na wykonanie zdjęcia często jest bardzo mało, bo zwykle nie mamy aparatu pod ręką. Ta gra z czasem, która rozpoczyna się od pościgu po aparat kończy się często szybciej od wciśnięcia migawki.

Ktoś, kto mieszka blisko wschodniej granicy Polski na pewno będzie wiedział, o co chodzi. Sama sytuacja pewnie nigdy nie miałaby miejsca, gdyby nie fakt, że zmusza do niej samo życie. 

Chyba każdy chciałby płacić mniej za paliwo?