Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 kwietnia 2018

Lido di Camaiore

Po krótkiej wycieczce do mostu Ponte del Diavolo wpadamy na pomysł by pierwszy i ostatni raz wykąpać się w morzu. Małe poszukiwania wysyłają nas po prawie godzince do turystycznej, nadmorskiej mieścinki położonej pomiędzy Genuą a Pizą. Jesteśmy w Lido di Camaiore!

Lido di Camaiore

Miasteczko wygląda bardzo spokojnie, jego turystyczny blask buduje mnóstwo hoteli i szerokie promenady. Nadmorski piasek wdmuchiwany na ulice uświadamia nam, że jesteśmy bardzo blisko morza, a piękna pogoda wykręca nam mordki ;-).

Lido di Camaiore

Udaje nam się znaleźć miejsce na ulicy przy samym morzu za bardzo fajną cenę 1 euro/h. To początek miłych zaskoczeń w tym miasteczku. Bierzemy tobołki i lecimy nad morze. Jest 3-cia po południu, po nagrzanym od słońca piasku nie da się iść. Łapiemy każde 'plamy' cienia na naszej drodze, by nie poparzyć stóp ;-).

Lido di Camaiore

Docieramy do końca plaży, wchodzimy do morza. Jest fantastycznie, woda ma dokładnie 25 stopni Celsjusza. Fale kapitalne, przypominają mi te z dawnych lat, kiedy po przejściu drogą wyłożoną sześciokątnymi płytkami przez wydmę wyłanial się obraz Bałtyku rozdmuchanego przez wiatr w Krynicy Morskiej. Zapowiadał się wtedy piękny dzień...zapisany w pamięci 'pod małymi stopkami' ;-).

Lido di Camaiore

Lido di Camaiore

Po rozmowie z ratownikiem okazuje się, że plaża, na którą trafiliśmy jest płatna, może nie sama plaża co asortyment na niej leżący jak parasolki i leżaczki. Nie chcielibyście wiedzieć, dlaczego prawie nikt na nich nie siedzi ;-). Ratownik wspomina, że 150 metrów dalej pomiędzy parasolkami jest darmowa plaża. Na nią idziemy. Okazuje się, że darmowa plaża wygląda...'śmiesznie' :-) to wycinek plaży szeroki na jakieś 10 metrów i długi na 30 metrów (patrząc od wody w kierunku hoteli). Jakimś cudem znajdujemy wolne miejsce obok pani bez stanika ;-), zostajemy :-).

Lido di Camaiore

Lido di Camaiore

Choć oficjalnie jesteśmy w Toskanii, widok, który otacza nas ze wszystkich stron bardziej przypomina sąsiadującą z nią od północnego-zachodu Ligurię. Przez setki falujących na wietrze parasolek przebijają się Alpy Apuańskie blokujące piętrzące się chmury. Można odnieść wrażenie, że za chwilę będzie fajna burza. Nic podobnego, chmury znikają bardzo szybko, a my zostajemy pod wielkim błękitem :-).

Lido di Camaiore

Lido di Camaiore

Mieszkając kilka dni w Anticianie, małej wiosce 'na pagórkach' Alp Apuańskich mieliśmy okazję poczuć 'resztkę oddechu' tych pięknych gór. Ich widok z perspektywy kąpiącego się w morzu 'doprawił' nam tylko klimat, o który ledwie się otarliśmy...brakiem czasu. Kiedyś.... ;-).

Lido di Camaiore

sobota, 17 marca 2018

Ponte del Diavolo

Przedostatniego dnia naszego pobytu w Toskanii wybieramy się na dwie małe wycieczki.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Jednym z celi jest most łączący dwa brzegi rzeki Serchio, Ponte della Maddalena znany jako Ponte del Diavolo (Most Diabła). Most znajduje się w okolicy miasta Borgo a Mozzano w pięknej okolicy porośniętej lasami.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Most Diabła to znakomity przykład średniowiecznej inżynierii, owoc walki inżynierów epoki z wszechobecną grawitacją.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Ponte del Diavolo powstał prawdopodobnie na zlecenie hrabiny Matyldy z Toskanii w latach 1080-1100. Most Diabła był ważnym przejściem na wczesnośredniowiecznej drodze Via Francigena prowadzącej do Rzymu, którą wędrowali pielgrzymi z Francji.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Około roku 1300 most został odrestaurowany.W roku 1670 w celu uchronienia konstrukcji mostu Generalna Rada Republiki Lukki wydała dekret zabraniający przejścia przez most z kamieniami młyńskimi i workami wyładowanymi mąką.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

W roku 1836 most został wyremontowany po szkodach wyrządzonych przez powódź.Na początku XX wieku w konstrukcji mostu umieszczono dodatkowy łuk, którego celem było usprawnienie przeprawy rzecznej.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Mało brakowało a przez nazistów nie mielibyśmy okazji zobaczyć 'żadnego' Mostu Diabła. Dzięki nim też, zostaliśmy przy naszym planie ;-). Podczas II Wojny Światowej naziści zaminowali most, w ostatniej chwili zmienili jednak zdanie i nie wysadzili mostu. Nie ma oficjalnych wiadomości, dlaczego chcieli to zrobić, most nie nadawał się bowiem do transportu ciężkiego sprzętu.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Największe przęsło mostu mierzy 37.8 metra długości, a pod jednym z jego łuków biegnie linia kolejowa.


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Myślę, że warto wspomnieć też o samych wrażeniach przejścia przez most. Z jednej strony idziemy po wielkich kamieniach stromo pod górę wspinając się na główny łuk. Dało nam to do myślenia, jak Ci średniowieczni spryciarze byli w stanie 'manipulować grawitacją' balansując nad rzeką ogromnym ciężarem? 


Ponte della Maddalena / Ponte del Diavolo

Wchodząc na most z drugiej strony wędrówkę rozpoczynamy podejściem krótką, krętą, brukowaną drogą, która jest częścią mostu. Wycieczka do mostu i przejście przez tą bardzo oryginalną konstrukcję było bez wątpienia bardzo ciekawym doświadczeniem ;-).

www.damianmatwiejczyk.com

niedziela, 18 lutego 2018

Cinque Terre


Jednym z powodów, dla których zdecydowaliśmy się na zamieszkanie przez kilka dni w Anticianie położonej u podnóża Alp Apuańskich jako miejsca dobrze dobranego do kolejnych wypadów po okolicy była nasza kolejna wycieczka, której nie mogliśmy się doczekać. Uciekamy więc na chwilę z Toskanii do sąsiadującej z nią od północnego-zachodu Ligurii. 



Zapewne większość z Was domyśla się po zdjęciach, gdzie wylądowaliśmy ;-). Zdecydowaliśmy, że do Cinque Terre pojedziemy autem. Było tak jak uwielbiam, wąsko, kręto i stromo. Żona trochę marudziła, kolejny dowód na to, że droga była świetna ;-). Malownicza trasa wije się po części urwiskami, z których roztacza się kapitalny widok na morze i słynne miasteczka. Niestety wszystko co piękne ma swoją cenę. Tu już nawet nie chodzi o to, że za parking trzeba sporo zapłacić, a o szansę otrzymania wolnego miejsca. Jednym słowem parkowanie w Cinque Terre to KOSZMAR, prawdziwa loteria, gdzie graczy jest mnóstwo, a zwycięzców niewielu. Nie udało nam się w pierwszym mieście od strony La Spazzia, Riomaggiore. Spróbowaliśmy więc w następnym, w Manaroli, do której docieramy po kilku minutach. Dosłownie, wielkim trafem po rundzie po okolicy 'z nieba nam spada' ostatnie, wolne miejsce na jednym z parkingów. Łapiemy z ulgą za euro, które z przyjemnością wrzucamy do parkingowej maszyny. Znaki porozstawiane po okolicy z namalowaną lawetą i ceną za nią bardzo do tego zachęcają :-).

Bierzemy ostatnie wolne miejsce na parkingu w Manaroli

Manarola






Cinque Terre, tym pojęciem określany jest fragment liguryjskiego wybrzeża, na którym znajduje się pięć miejscowości, od północy są to: Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore. Ze względu na walory krajobrazowe i kulturowe Cinque Terre wraz z Portovenere i wyspami Palmaria, Tino i Tinetto zostały wpisane w 1997 roku na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego Unesco.









Po 'wylądowaniu' w Cinque Terre nietrudno ulec jego urokowi. Miasteczka są przepiękne, wyglądają jak obraz namalowany przez sprytnego malarza, któremu ktoś podrzucił stertę kolorów i nakazał namalować coś interesującego z użyciem całej palety barw. 'Sprytny malarz' wykazał się niebywałą wyobraźnią malując pięć miasteczek z powciskanymi między siebie, uwieszonymi na klifach kolorowymi domami. Każde z pięciu miasteczek jest inne, ich niezwykłość i niepowtarzalność daje do myślenia czy 'ów malarz' rzeczywiście urzeczywistnił swą wizję? Nie inaczej ;-).





Za tak oryginalną lokalizację natura wzbudzająca zachwyt i emocje każe sobie słono płacić. Przekonali się o tym mieszkańcy Vernazzy 25 października 2011 roku, kiedy lawina błotna zabrała ze sobą bezpowrotnie domy i 11 mieszkańców miasta.







Wielkim atutem Cinque Terre jest bez wątpienia fakt, że maszerując nadmorskim szlakiem przez klify i wzgórza można zobaczyć każde z miasteczek po kolei w ciągu jednego dnia. Na naszą wycieczkę do Cinque Terre mieliśmy tylko jeden dzień. Jej celem nie był sprint, a bardziej relaksacyjne podejście do tematu. Dlatego fakt, że widzieliśmy tylko Manarolę i Riomaggiore traktuję jako plus, który jest wystarczającą mobilizacją do zobaczenia pozostałych trzech mieścinek. 

































Okolica Cinque Terre, podobnie jak północ Toskanii ma sporo do zaoferowania. Tam bym ustrzelił, jeden z następnych urlopów ;-).