sobota, 11 lutego 2017

Su Gorropu Gorge

Kiedy dokładnie rok wcześniej staliśmy przy znaku rozpoczynającym szlak do najgłębszego wąwozu w Europie obszedł nas mały smutek, że zabrakło nam czasu na tą wyprawę. Mijały kolejne miesiące, aż w końcu pojawił się plan ponownego wyjazdu na Sardynię. I tak o to jesteśmy, na drodze do celu numer 1 :-).

Wąwóz Su Gorropu to bez wątpienia najpiękniejsze miejsce jakie odwiedziliśmy na Sardynii. Przez tysiące lat rzeźbiony magiczną siłą rzeki Rio Flumineddu wypływającej z gór Supramonte, dziś zachwyca niepowtarzalnym pięknem strzelistych skał zbliżających się do siebie na odległość zaledwie 5 metrów.

Rok wcześniej...








Naszą wyprawę do su Gorropu rozpoczynamy o 7 rano, ładujemy do plecaków wszystko co niezbędne: wodę, jedzonko, apteczkę i naładowane aparaty ;-). Po godzinie zatrzymujemy się w Genna Silana położonej przy drodze SS125. Do wyboru mieliśmy dwa szlaki. Szlak prowadzący przez Genna Silana jest szlakiem trudniejszym i zarazem ładniejszym widokowo. Dowiedzieliśmy się wcześniej, że będziemy schodzić z góry przez 4 kilometry w zasadzie bez żadnych podejść. Po drodze spotykamy kilku piechurów i ku naszemu zaskoczeniu kilku mountain bikerów, da się! :-) Podziwiamy piękne widoki, mijamy wielkie dęby korkowe i szałasy sardyńskich pasterzy pomału zbliżając się do bramy wielkiego wąwozu. Jest gorąco, na szczęście spory odcinek szlaku skryty jest w cieniu drzew. Robimy kilka przystanków na jedzenie i pamiątkowe zdjęcia. Po około 2 godzinach lądujemy w korycie rzeki, słońce pali jak na pustyni, a blask wapiennych głazów oślepia nasze oczy. Oczka krystalicznej wody w kolorze zieleni, wypływającej z podziemnej rzeki wąwozu są prawdziwą ulgą w tym 'piekielnym klimacie'.



























Przy wejściu do wąwozu stoi namiot, tu kupujemy bilety każdy po 5 euro, otrzymujemy też instrukcje jak się poruszać po wąwozie i na co zwracać uwagę. Junior dostaje swój kask i ruszamy.
Wąwóz Su Gorropu ma tylko 1,5 kilometra długości i podzielony jest na 3 szlaki: zielony - łatwy, żółty - dla średnio-zaawansowanych piechurów i czerwony dostępny tylko dla zaawansowanych 'climberów' ze sprzętem wspinaczkowym. Ten ostatni jest też najniebezpieczniejszy z dużym ryzykiem osunięcia kamieni wpadających do wnętrza wąwozu.





Idziemy, maszerując przez kamienie i przeciskając się przez wielkie, oszlifowane wodą głazy. Żadne zdjęcia nie oddają kapitalnego uroku tego miejsca. Od samego początku dociera do nas z daleka świergot ptaków odbijany od wielkich ścian, prawdziwa ptasia symfonia. Odczuwamy też ulgę, jest chłodniej niż przed wejściem do wąwozu. Idziemy jak przez wielki korytarz, stając na drodze przeciągu, pomału zbliżając się do wielkiej, pionowej ściany, której su Gorropu zawdzięcza sławę. Te 500 metrów robi wielkie wrażenie.











Patrząc na ten piękny krajobraz można odnieść wrażenie, że w wąwozie brakuje tylko rwącej rzeki. Rzeka jednak jest, płynie pod wąwozem, wypływając u jego wejścia w porze suchej w postaci małych strumyczków i krystalicznych oczek wodnych wypełnionych wodą, która jak najbardziej nadaje się do picia. Po części woda pochodzi z kropel opadających ze ścian wąwozu. Na niektórych kamieniach wyraźnie widać żłobienia, wyglądające jak naturalne rynny, droga, którą woda przemieszcza się w trakcie ulewy.





















































Docieramy do czerwonego szlaku, który łatwo rozpoznajemy po linach wiszących ze ścian, tu niestety musimy zawrócić.



















































Wychodzimy z wąwozu, robimy przerwę w cieniu wielkich głazów i ruszamy w drogę powrotną, która rozpoczyna się małą wspinaczką na drugi brzeg wyschniętej rzeki. Nasza droga powrotna jest też jednym ze szlaków dotarcia do wąwozu. Choć droga jest dużo łatwiejsza, nie jest jednak tak bogata widokowo jak ta, którą wybraliśmy by dostać się do su Gorropu. Tym bardziej cieszymy się z naszego wyboru :-)























Po około 50 minutach na ścieżce napotykamy znak 'jeep transfer' nakazujący przejście przez koryto rzeki. Przechodzimy bez problemu, rzeka to mały strumyczek przeciskający się między kamieniami zalegającymi w korycie. Dobra okazja by nieco się ochłodzić w czyściuteńkiej wodzie.





Wychodzimy z koryta, kilka kroków wyżej, między zaroślami dostrzegamy parę osób i dwa Land Rovery...bez kierowców. Nie minęła chwila by się zastanowić gdzie oni są, kiedy dostrzegamy pędzącego z góry zielonego jeepa. Z auta wychodzi starszy Włoch.
Are you going to Genna Silana?
Si.
Uradowani ładujemy się do środka, jest nas razem 9 osób. Siadamy tam, gdzie najmniej wygodniej, na tylnej, bocznej 'kanapie'. Sergio sprawia wrażenie doświadczonego 'taksówkarza'. Jego Land Rover połyka każdy zakręt na stromych podjazdach. W podskokach na kanapie gapimy się przez okno w tylnich drzwiach, momentami niedowierzając co to auto pochłania na swej drodze. Przez sporą część drogi lewitujemy w środku pędzącego jeepa. Nasza kanapa wyrzuca nas w górę jak katapulta na każdej hopie i wyrwie w drodze wyżłobionej przez rwącą wodę. Moja cała rodzina dociska mnie do tylnych drzwi utrudniając bardzo wykonanie pamiątkowej fotki. Po około 20 minutach docieramy na górę z wrażeniem, że podróż była długa. Jesteśmy w Campo Base, dla nas to przystanek na którym płacimy za podróż. Sergio po regeneracji zimnym piwkiem zaprasza do środka. Tym razem jesteśmy sami, mam więcej miejsca na zrobienie kilku zdjęć.
Fajne uczucie przemierzyć odcinek słynnej drogi SS125 w środku starego Land Rovera. Po 10 minutach sympatyczny Włoch wyładowuje nas w Genna Silana. Tu kończymy naszą niezapomnianą przygodę z wąwozem Su Gorropu.













niedziela, 22 stycznia 2017

First Flight - Phantom 4

At first flight we took our drone in the vicinity of the town of Cuddesdon, Oxfordshire. The place was perfect; calm, blooming rape fields cutted by hidden paths and the river Thame meandering between fields. That was everything we needed for the first test. After returning home it turned out that drone has been attacked by red kite very popular in the area. This predatory bird without hesitation attack larger birds, for whose probably been declared a drone. The aim of the attack was probably to defend eggs folding by red kite in April and May.
The first flight was also an opportunity to test one of the excellent options on board, 'Tap to Fly'.


First Flight - Phantom 4 - 4K from Damian Matwiejczyk on Vimeo.



www.damianmatwiejczyk.com

sobota, 21 stycznia 2017

Sardinia's Beaches


Sardynia - druga co do wielkości wyspa na Morzu Śródziemnym zamknięta w pięknej, cieniutkiej ramce zbudowanej z plaż.
Natura wywiązała się tu ze swojego zadania perfekcyjnie dekorując wyspę wielką różnorodnością. Znajdziemy tu setki plaż od tych wyładowanych wielkimi, zgrabnymi głazami, przez zbudowane z oślepiająco białych owalnych kamyków, kończąc na drobnym piaseczku przypominającym frakcją i kolorem mąkę. Plaże, do których podjedziemy autem i takie, które zdobędziemy długim trekkingiem lub łodzią. Plaże, gdzie po kilku krokach przeniesiemy się w głęboki podwodny świat i takie, gdzie dzieciństwo formuje się daleko od brzegu niezakłócane okrzykami, że... 'za daleko'. Plaże komercyjne z 'głodnymi' noszącymi ciemne okulary wędrującymi senegalczykami z piętnastoma kapeluszami na głowie i bardzo kameralne z miejscem na kilka ręczników. Plaże, których kruchość bierze się z niepewności natury, która wciąż się zastanawia czy coś popsuć czy może naprawić. Plaże, które dumnie prezentują się na listach najpięniejszych plaż na świecie. Plażę, gdzie za nielegalne stąpanie po różowym piasku gromadzonym od tysięcy lat zapłacimy fortunę lub takie jak plaża Kardynała na zdjęciach (Spiaggia del Principe), gdzie ktoś sobie wymyślił, że nie zagramy w piłkę ;-)

Nie zagramy tu w piłkę ;-)

Spiaggia del Principe


piątek, 6 stycznia 2017

Pedra Longa


Pedra Longa is a limestone rock overlooking the sea, which reaches a height of 128 meters. In 1993 the rock was declared a natural monument for its biological and landscape features. We have chosen Pedra Longa as one of our afternoon road trips, there is a nice restaurant and café. The view extending from the café tables located on the cliff is unforgettable.

Golfo di Orosei

Pedra Longa rock

Road to Pedra Longa we saw from our car below.



www.damianmatwiejczyk.com

wtorek, 27 września 2016

Bulleit Bourbon Garden Tiki Torch


That was very tasty Bulleit in the head ;-)

My latest project - Bulleit Bourbon garden tiki torch painted in Annie Sloan chalk paints, Barcelona Orange and Cream colours. I have connected painted Baileys bottle with my hand made tiki wick set built from: 1/2 inches wide natural cotton wick, steel and copper. To give it more character I have used two pence coin.


Bulleit Bourbon Garden Tiki Torch

Bulleit Bourbon Garden Tiki Torch

Bulleit Bourbon Garden Tiki Torch

My Bulleit Bourbon tiki torch is available on Etsy or you can buy it straight by clicking on the PayPal button below. Only one available.


niedziela, 25 września 2016

Sardinian Carabinieri


Pisałem jakiś czas temu, że odizolowany od reszty Europy lud sardyński nigdy nie miał łatwego życia. Od wieków nękany przez głód, nędzę, malarię i wojny zawsze wychodził cało z opresji. To społeczność, zamknięta w zarysach wyspy na Morzu Śródziemnym, która nie uważa się za Włochów, a za bardzo oddanych swojej wyspie Sardyńczyków. 
Wpisane w historię wyspy waleczność i bandytyzm dziś swoje odzwierciedlenie znajdują w przestrzelonych znakach drogowych. Strzelanie do znaków jest ulubionym zajęciem dzisiejszych 'sardyńskich karabinierów'.

Przemierzając wieczorem dzikie zakątki Sardynii mieliśmy okazję usłyszeć echo strzałów odbijanych przez okoliczne wzgórza.

Jedziemy do opuszczonego miasta Gairo Vecchio, przecinając najpierw 'nieopuszczone', nowe miasto Gairo.

Stare czy nowe, na Sardynii aż roi się od przestrzelonych znaków drogowych.

wtorek, 13 września 2016

Bottle Lamps


A few of my latest projects ;-)

Handmade bottle lamps with 50 battery powered LED lights in different colours. Easy set up everywhere. Great atmosphere guaranteed ;-)
Many bottles in different lights colours available.

Handmade bootle lamps